Bajka o mądrej Lawendzie

Opowiem ci bajkę o królu i jego trojgu dzieciach. Był to niezbyt potężny, ale też nie zbyt nieistotny król – ot, taki przeciętny król. Władał średniej wielkości królestwem, w którym, o ile wykazał się gospodarnością, starczało bogactwa na to, aby każdy mieszkaniec królestwa miał dach nad głową, nieznoszone szaty i zdrowe jedzenie. I czegóż więcej potrzeba? Niczego. Dlatego mieszkańcy królestwa żyli sobie raczej szczęśliwie i bardzo stabilnie. Chwalili sobie swoją spokojną, przewidywalną codzienność. Chwalili też króla, który tak potrafił zadbać o sprawy królestwa, że wszystko od lat zmierzało w tym samym, dobrym kierunku.

Król miał już swoje lata. Prawdę powiedziawszy, to powoli robił się leciwy. Z mężczyzny w sile wieku przeistaczał się w staruszka. Co prawda zażywnego i zdrowego, jednak coraz liczniejsze pasemka siwizny we włosach kazały mu się zastanawiać nad tym, kto zaopiekuje się królestwem, gdy on już nie będzie miał na to siły.

Jak już wspomniałem, król miał troje dzieci: dwóch synów, Małosza i Skawko, oraz córkę, Lawendę. Każde z nich było inne, miało kompletnie inny charakter, w czym innym było mocne, a w czym innym słabe. Dlatego król miał trudne zadanie z wyborem swojego następcy.

Myślał nad tym wiele. Spacerował po murach zamku, z troską spoglądając na rozpościerające się dookoła zielone ziemie swojego kraju, a w głowie kręciła się mu karuzela imion: Małosz, Skawko, Lawenda, Małosz, Skawko, Lawenda… Które z nich wybrać? Które dobrze zaopiekuje się krainą i mieszkającymi w niej ludźmi?

Sam przyznasz, że ciężko podjąć taką decyzję. Każde z dzieci król kochał równie mocno i żadnego nie chciał skrzywdzić swoim wyborem. Co jeszcze ważniejsze – nie chciał skrzywdzić królestwa i jego mieszkańców. Od tego zależało szczęście i spokój tysięcy osób! Och, coraz cięższa była głowa króla…

Pewnego dnia, gdy już od dłuższego czasu nosił w sobie wątpliwości dotyczące wyboru następcy, zdecydował się podzielić wątpliwościami ze swoją żoną, królową.

– Kochana moja królowo, potrzebuję twojej pomocy.
– Zauważyłem, kochany królu, że od dłuższego czasu chodzisz nieco smutny i napięty. Jakby cię coś martwiło. Cóż to za problem?

Król opowiedział jej o zadaniu jakie przed nim stoi i przyznał, że nie potrafi dokonać tego wyboru.

– To rzeczywiście niełatwe… – zamyśliła się królowa. – Znam nasze dzieci, jak mi się zdaje, doskonale, a mimo to nie wiem, które z nich najlepiej nadawałoby się do tego odpowiedzialnego zadania. Pomyślmy… nasz syn Małosz wyrósł już na bardzo sumiennego i pracowitego mężczyznę. Nie ma obowiązku, który by go przytłoczył. Wszystkiemu poświęci tyle czasu, ile trzeba, często pracując od świtu do nocy i całkowicie zatraca się w tej pracy. Może to byłby dobry wybór?
– No tak, Małosz. – Król pokiwał głową. I już wydawało się, że słowa królowej załatwią problem wyboru, gdy na rozpogodzonym obliczu króla ponownie pojawił się jakiś cień. – No ale przecież Skawko też może być dobrym przywódcą! Jest silny, władczy, potrafi postawić na swoim. Nie miałby problemu z tym, aby utrzymać dyscyplinę w razie potrzeby.
– Rzeczywiście. – Królowa pokiwała głową i zamilkła na dłuższy czas. – Zróbmy tak: każdemu z nich damy po jednej wsi do zarządania i po roku zobaczymy, jakie są tego efekty. Nic nie rozwieje wątpliwości tak, jak praktyka!
– Świetny pomysł! – przyklasnął król. – No ale żeby było sprawiedliwie, powinniśmy też dać jedną wieś Lawendzie.
– No tak, oczywiście – zgodziła się królowa. – Również nasza córka powinna wziąć w tym udział. Chociaż nie wydaje mi się, aby rola władcy była jej pisana.
– Co masz na myśli?
– Lawenda przecież żyje w swoim świecie! To wspaniała dziewczyna, niedługo już kobieta. Jest wrażliwa, ma ogromną wyobraźnię, jednak bardziej zajmują ją książki i marzenia, niż świat rzeczywisty.
– I ja mam podobne spostrzeżenia. Lawenda chodzi tylko własnymi ścieżkami i na wszystko szuka swojego sposobu, nawet gdy taki sposób już istnieje. To piękne i urocze, ale może do niczego nie doprowadzić. – Król z namysłem pokiwał głową. – Zróbmy zatem tak: każde z nich dostanie na rok jedną wieś do zarządzania. Żeby nie domyślili się, że to sprawdzian, powiem, iż czuję się trochę osłabiony, mam mniej energii i potrzebuję ich, aby mnie nieco odciążyli i pomogli mi w zarządzaniu.

Jak zaplanowali, tak też zrobili. Każde z ich dzieci otrzymało oddzielną osadę wraz z przylegającymi ziemiami. Król poinstruował ich, aby tymi włościami zajmowali się najlepiej jak potrafią, bo wszak występują w jego imieniu i jego honor, jego szacunek wśród mieszkańców królestwa jest na szali. Dzieci przyjęły zadanie z przejęciem i nerwową radością. Bo wszak nie lada było to wyzwanie! Po raz pierwszy każde z nich stawało wobec tak odpowiedzialnego zadania. Niemniej jednak, jak to z wszystkim w życiu bywa, dosyć szybko oswoiły się z nową sytuacją i zarządzanie osadami stało się dla nich czymś naturalnym.

Po przekazaniu osad dzieciom, król i królowa powrócili do swojego zamku i tam spędzili samotnie cały rok, często w długich, wieczornych rozmowach przy kominku zastanawiając się nad tym, jakie będą efekty ich eksperymentu. Tak byli tego ciekawi, że ledwo wytrzymali całe dwanaście miesięcy oczekiwania. Gdy nadeszła wyznaczona data, przebrali się w skromne szaty i bez orszaku ruszyli w kraj. Nie chcieli, aby ktokolwiek wiedział o tym, że nadchodzą i by przygotowywał się na ich powitanie, upiększając wszystko i starając się wypaść jak najlepiej. Chcieli dotrzeć do osad po kryjomu i zobaczyć je takimi, jakimi były na co dzień. Tylko w ten sposób mogli ocenić prawdziwe efekty pracy swoich dzieci.

Najpierw dotarli do osady Małosza. Już z oddali dostrzegli, że wiele pól stoi pustych i tylko na niektórych ktoś pracuje. W osadzie panował nieład, domy były nieodmalowane, dachy nieodnowione po zimie, zabałaganione podwórza otaczały szczerbate płoty. Widać było, że w tej wsi nie dzieje się najlepiej. Zdziwiło to królową i króla, ponieważ byli przekonani, iż ciężko pracujący Małosz doprowadzi swoją osadę do rozkwitu. Aby dowiedzieć się, co tu się przez ostatni rok działo, zagadnęli jednego z gospodarzy, który akurat stał przy drodze. Wsparty o koślawy płotek, grzał się w wiosennym słońcu.

– Witaj gospodarzu! Przybywamy z daleka i szukamy miejsca, gdzie moglibyśmy zamieszkać. – Skłamał król, chcąc nadal utrzymać w tajemnicy swoją tożsamość, aby napotkany człowiek rozmawiał z nim szczerze i niczego nie upiększał. – Zastanawiamy się nad tą osadą. Czy to dobre miejsce do życia?

Gospodarz rozejrzał się, po czym zatoczył ręką koło, jakby sam widok miał wszystko wyjaśnić.

– Tylko popatrzcie. To nie jest złe miejsce, ale niezbyt dobrze się nam wiedzie. Od kiedy król oddał nas w zarząd swojemu synowi, sprawy idą dużo gorzej niż kiedyś.
– O, a to dlaczego?
– Królewski syn to dobry człowiek, bardzo pracowity i sumienny. Niestety tak pogrąża się w pracy, że w ogóle nie patrzy na to, co się dzieje dookoła. O, patrzcie! – gospodarz wskazał na pobliskie pole, gdzie przygarbiona postać pieliła w zagonach. – To właśnie nasz władca. Życia poza pracą nie widzi, ale też i nas nie widzi, nie widzi, czego tu potrzeba. Ludzie porozłazili się na boki, każdy robi, co chce, a część wyprowadziła się stąd, szukając gdzie indziej lepszego porządku. A książę Małosz pewnie nawet tego nie zauważył, tak bardzo pogrążony jest w swojej robocie.

Usłyszawszy to, królowa i król pokiwali w zadumie głowami i ruszyli dalej. Po kilku dniach dojechali do osady pozostającej pod opieką Skawka. Tu z oddali przywitał ich zgoła inny widok – ludzie pracujący w polu, obracające się koła młyńskie i dymiące kominy chat. Osada tętniła życiem jak ul. Król uśmiechnął się pod wąsem i porozumiewawczo spojrzał na swoją małżonkę.

– A więc Skawko! – zakrzyknęła królowa i ruszyli już szybciej pomiędzy zabudowania. Tam, podobnie jak poprzednio, zagadnęli jednego z gospodarzy, chociaż przyznam, że ciężko było im znaleźć kogokolwiek, kto miałby czas na rozmowę, tak zajęci pracą byli ci ludzie.

Gospodarz otarł wnętrzem dłoni twarz z kurzu, a jej grzbietem – pot z czoła.

– Mieszkać tu? A możecie tu mieszkać.

Królowa i król przyjęli to z zadowoleniem i już chcieli jechać dalej, jednak gospodarz kontynuował:

– Ale ja bym wam nie radził. To ciężkie miejsce do życia. Nasz władca, książe Skawko, to człowiek bardzo władczy i rygorystyczny. Trzyma nas w takiej dyscyplinie, że nie sposób tego wytrzymać. Wielu ludzi już opuściło z tego powodu osadę, a jeszcze więcej to planuje. Pan Skawko to dobry pan, ale zbyt surowy. Widzi tylko tabele, w których liczy ile zasialiśmy, a ile zebraliśmy. Nie widzi nas, ludzi, ani naszych potrzeb.

Ta opinia zmartwiła królewską parę. Okazało się, że żaden z dwóch synów nie podołał zadaniu. Zastanawiając się, jak wybrać następcę, skoro nikt nie ma ku temu talentu, ruszyli do osady Lawendy. Tę część wyprawy traktowali już raczej jako odpoczynek po wcześniejszej pracy. Chcieli w końcu zobaczyć i wyściskać swoją ukochaną córkę. Jednocześnie trochę się obawiali tego, co zastaną w jej osadzie.

Jakie było ich zdziwienie, gdy z oddali dostrzegli, iż wieś nadal stoi i zdaje się – ma się dobrze. Nie panowała w niej taka gorączkowa bieganina jak we wsi Skawko, ani też nie było takiego chaosu jak we wsi Małosza. Gdy królowa i król dotarli między domostwa, przywitał ich widok codziennego, pracowitego, a jednak nie nerwowego życia. Część mieszkańców chodziła za swoimi sprawami, niektórzy akurat wypoczywali, dając sobie wytchnienie po ciężkiej pracy, po podwórzach z radosnym piskiem biegały gromady dzieci.

Królewska para podjechała do gospodyni, która akurat nieopodal drogi rozwieszała wyprane, białe prześcieradła. Król zadał jej pytanie stawiane już we wcześniej odwiedzanych osadach.

– Ależ oczywiście, że polecam wam to miejsce! – odparła kobieta, z szerokim uśmiechem i ogromną serdecznością. – Jesteście tu mile widziani! Może i nie jesteśmy najbogatszą osadą, ale niczego nam nie brakuje. Mamy też czas na to, aby odpocząć i zająć się swoimi bliskimi oraz przyjaciółmi. To dzięki naszej władczyni, księżnej Lawendzie. To wspaniała pani! Podchodzi do nas ze zrozumieniem, kocha nas i dba o nas. Snuje dobre plany i wszystko stara się przewidzieć, przy czym każdemu z nas pozwala szukać szczęścia na swój sposób. Jeśli ktoś kocha tylko pracować, może tylko pracować, jeżeli nie, pracuje tyle, żeby zapewnić sobie utrzymanie, a zamiast bogactwa, ma dużo wolnego czasu. Nigdzie nie znajdziecie lepszej osady i lepszej władczyni, która tak kocha swoich poddanych!

Niepomiernie zdziwiły te słowa królewską parę. Jako że była to już ostatnia z wizytowanych osad, ruszyli ku domu, w którym mieszkała Lawenda.

– Jakie życie jest zaskakujące – stwierdził krótko król. Królowa z uśmiechem pokiwała głową.

Oboje, mimo wielkiego zdziwienia, byli ogromnie dumni ze swojej córki. Mocno ją wyściskali na powitanie i wyjaśnili jej całą sprawę, jednocześnie pytając, czy chce zostać następcą króla. Lawenda trochę się wystraszyła tej wielkiej odpowiedzialności, jednak nie odmówiła. Poprosiła tylko o pół roku na przemyślenie spraw.

Gdy minął już wyznaczony przez nią czas, Lawenda zaprosiła swoją rodzinę na spotkanie. Podziękowała na nim za zaufanie, jakim obdarzyli ją rodzice.

– To dla mnie bardzo dużo znaczy, iż doceniacie moją pracę i wierzycie we mnie. Przez ostatnie pół roku zastanawiałem się, jak wszystko ułożyć tak, abym was nie zawiodła, aby mieszkańcom królestwa żyło się jak najlepiej, ale też, abyśm ja i moi bracia byli szczęśliwi i robili to, co lubimy. Dobrze planuję, potrafię sobie wyobrazić przyszłość, mam też serce dla innych i rozumiem ich potrzeby, jednak potrzebuję kogoś, kto zadba o to, aby wszystkie sprawy były załatwiane sumiennie, tak jak ty to potrafisz, Małoszu. Czy zostaniesz moim ministrem pracy?

Małosz, chociaż mocno zaskoczony, szybko się zgodził i po jego słabo maskowanym uśmiechu widać było, iż bardzo mu ta rola odpowiada. Tylko Skawko trochę się skrzywił, spodziewając się, iż zostanie pominięty. Jednak teraz Lawenda zwróciła się do niego:

– I ty, mój kochany Skawko, mam nadzieję, że też mi pomożesz! Zawsze mam wizję przyszłości, wiem, do czego warto zmierzać, jednak często brakuje mi dyscypliny, aby przypilnować, czy wszystko idzie tak, jak powinno iść. Ma do ciebie prośbę, ogromną prośbę, braciszku – czy zostaniesz moim ministrem finansów?

Skawko również przyjął propozycję z radością. Rodzice nie mogli się nadziwić, jak mądra jest ich córka. Królestwo pod jej rządami rozkwitło, ludziom żyło się w nim tak dobrze, jak nigdy dotychczas, a królewska rodzina zawsze w zgodzie i w życzliwości spotykała się na wspólnych obiadach, podczas których dzieci opowiadały o sprawach państwa, a król i królowa doradzali im swoim doświadczeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *